Chodzi nam o to, że znacznie ważniejszą rzeczą, niż wizyta u hodowcy - dla osób chcących stać się "rodzicami" szopiątka - mogłaby być wizyta osoby doświadczonej w domu przyszłych "rodziców". Bo co mi po tym, że zobaczę, jak dobrze szopom u pana X., skoro nie będę w stanie przygotować odpowiednio własnego domu. Nie mając ciągłego, bezpośredniego kontaktu z szopami na pewno pominę coś, co osoba doświadczona dostrzeże natychmiast.
Może więc warto tych mądrych zaprosić na kawę, zanim do domu zawita szopiątko? My zapraszamy, jeśli tylko ktoś znajdzie czas


