Długo by pisać dlaczego zdecydowaliśmy się oddać Tosię, jeżeli ktoś jest jednak ciekawy, to mogę napisać na PW. Sądzę, że my i nasze kociaki przeżywamy to rozstanie nie mniej boleśnie jak Tonia

Jest mi cholernie źle, ale wiedziałam, że w obecnej sytuacji nie było innego wyjścia. Ciągle spoglądam na szafkę, w której mała lubiła spać i czekam aż wychyli łepek, ale jej już tam nie ma

Wczoraj jak Milli z mężem ją zabierali starałam się być twarda i nawet udało mi się nie płakać, ale serce chciało mi wyskoczyć, za to popłakałam sobie jak już wyszli. Mój mąż to zupełnie wyszedł z domu, bo nie mógł tego znieść. Mimo tego, że Tosia wiele rzeczy nam zniszczyła i nieźle dała w kość, to przecież kochamy ją strasznie i bardzo się do niej przywiązaliśmy przez ten krótki czas. Mam nadzięję, że Tosiulek szybko polubi Nukę i nowe miejsce i że do Was też się przekona. Teraz jest wystraszona i nie ma jej się co dziwić, tyle nowości nagle ją spotkało i nie ma nas

ehhhhh......